środa, 18 stycznia 2017

Życiowo rzecz biorąc, rzeczy pierwsze

Jeśli osoba po 30-ce uważa z całym przekonaniem, że najważniejsi są w życiu ludzie, że warto dbać o przyjaźnie i dobre relacje z ludźmi w ogóle – niektórzy mogą uznać, że autor wypowiedzi właściwie jeszcze niewiele wie o życiu, niewiele przeżył i po latach z pewnością zmieni zdanie.

Jednak jeśli takie same wartości wyznaje człowiek u schyłku życia, przed 80-tką, który wiele przeżył i którego życiorys obfitował w wiele międzyludzkich rozczarowań, a pomimo tego uważa bliskich ludzi za najważniejsze dobro w życiu...?



Nie mogę sobie odmówić przyjemności zamieszczenia na tym, jakże "ludzkim", blogu fragmentu wywiadu, którego udzielił tygodnikowi "Polityka" w osobie Jacka Żakowskiego, profesor Leszek Kołakowski:

Gdyby miał pan wybrać jedno dobro najważniejsze w życiu, to co by pan powiedział?

Najchętniej bym milczał. Ale gdyby mi pan zaczął wyrywać paznokcie albo gdyby mnie pan solidnie przypiekał, to pewnie - nie robiąc z tego żadnej sztywnej doktryny - powiedziałbym, że wśród dóbr ważnych w życiu na pierwszym miejscu jest przyjaźń. Bo w każdym ludzkim życiu jest tyle nieszczęścia, bólu, cierpienia, załamań, niepowodzeń, że bardzo trudno zmagać się z nimi samemu. Nikt nie może uniknąć w życiu niepowodzeń! Zawiedzionych ambicji, aspiracji, marzeń, cierpień zawinionych lub niezawinionych. Cierpienie właściwie wciąż nam towarzyszy. Jest o cierpieniu sławne zdanie Epikura: „Męczarnia nie do zniesienia jest krótka, a męczarnia długa jest do zniesienia". Więc te cierpienia, które wciąż nam towarzyszą, są do zniesienia. Ale są. I musimy je znosić. A to nam przychodzi łatwiej, kiedy mamy przyjaciół.

Bo nam mogą pomóc?

Bo kiedy wiemy, że inni są z nami, jesteśmy bardziej odporni na zło tego świata. Widzimy, że są ludzie, dla których nasze niepowodzenia, cierpienia są też ich niepowodzeniami i ich cierpieniami, więc czujemy się lepiej, mamy więcej siły i odwagi. To nas pociesza i umacnia również z tego powodu, że kiedy zrobimy coś złego - a to każdemu się zdarza - przyjaciele jednak nie stracą do nas zaufania i wciąż będziemy w nich mieli oparcie. My także nie tracimy do nich zaufania, nie zawieszamy przyjaźni wiedząc przecież, że są niedoskonali. Bo w odróżnieniu od miłości, przyjaźń nie idealizuje. Jeżeli jest coś takiego jak dobre ludzkie życie, to jest to chyba właśnie życie wśród przyjaciół, którzy się wspomagają. Potrzebujemy do życia osób, na które możemy bez zastrzeżeń liczyć i którym możemy ufać, o których wiemy, że nas nie oszukają, nie zdradzą, pomogą w potrzebie i że my powinniśmy im pomagać, służyć w biedach, które przecież każdego spotykają i które bez przyjaciół bardzo trudno jest przetrwać. Co więcej - przyjaźń to jest dobro, które w bardzo dużym stopniu zależy od nas. Możemy je sami własnym wysiłkiem utkać. Bo przyjaźń to więź zaufania, którą każdy z nas może wokół siebie budować. A zaufanie pomaga. Nie tylko takie szczególne zaufanie, jakie łączy przyjaciół. Oczywiście nie możemy mieć pełnego zaufania do wszystkich. To jasne. Ale warto mieć presumpcję dodatnią, kiedy kogoś po raz pierwszy widzimy. 
Czyli ufać obcemu na kredyt?

Raczej ufać z zasady. Bo bardzo niedobrze jest żyć w stałym przekonaniu, że każdy mnie może oszukać, wykiwać, wyzyskać i muszę bezustannie mieć się na baczności. Smutno jest spędzać życie wciąż nieufnie rozglądając się wokół. Przyjemniej jest być ufnym.

To brzmi dość naiwnie, a może i niebezpiecznie.

Może. Ale tak jest lepiej. Pewnie, że nie raz się rozczarujemy, ale lepiej jest czasem zostać oszukanym, niż spędzić życie w ciągłej nieufności. A poza tym nasze zaufanie czyni innych lepszymi. I nas też czyni lepszymi.

Ale przyjaźń to nie jest tylko zaufanie. Pan wierzy w przyjaźń poza interesami?
Oczywiście. Najłatwiej jest się prawdziwie zaprzyjaźnić z ludźmi, z którymi nie łączą nas żadne interesy.

Każdy by chciał mieć przyjaciół takich, na których może liczyć w najczarniejszej godzinie, ale mało kto jest pewien, że ich ma naprawdę. Skąd wziąć takich przyjaciół?

Prawdę mówiąc to chyba jest kwestia przypadku. Całe życie jest nieustannym ciągiem nieprzewidywalnych przypadków. Tak musi być i tak zapewne jest dobrze. Wielu rzeczy nawet nie trzeba próbować zrozumieć. Jest pewnie jakaś łączność duchowa, która powoduje, że z kimś się zaprzyjaźniamy, a z wieloma innymi to się nigdy nie uda, żebyśmy nie wiem jak często się z nimi spotykali. Trudno powiedzieć, dlaczego tak się dzieje, ale każdy potrafi przecież z grubsza powiedzieć, z kim się zaprzyjaźnić nie może. Ja na przykład nie mógłbym się przyjaźnić z ludźmi, których pożera żądza uczestniczenia we władzy. Nie dlatego, żebym ich źle oceniał. Nie oceniam. Mogę ich nawet polubić, spotykać się z nimi, rozmawiać. Ale się nie zaprzyjaźnię. Bo nie czuję bliskości. To chyba jest dość banalne.

Tak i nie. Bo jednak czuję coś niezwykłego, gdy słyszę od pana - z perspektywy całego pańskiego życia - że najważniejsi są właśnie przyjaciele.
(...) [Przyjaciele] objawiają się, jeżeli samemu jest się gotowym na przyjaźń. Bo przecież są też ludzie, którzy się boją przyjaźni, którym się wydaje, że mieć przyjaciół, to narażać siebie na życiowe wydatki, wysiłki, niewygody, bez których można się obejść. Tacy ludzie sami się unieszczęśliwiają. I trudno. Pewnie nie można im pomóc. A na przyjaciołach oszczędzać nie warto. Mało który wydatek tak bardzo się opłaca.

Czy w istocie przyjaciele dlatego są najważniejsi, że przyjaźń to strefa wyłączona z ogólnych zasad międzyludzkich relacji? Bez rywalizacji, bez racjonalności, bez oceniania, szeregowania, interesowności.

Nie wiem, czy można prosto powiedzieć, dlaczego. To jest po prostu wzajemny stosunek ludzi, którzy sobie całkowicie ufają. Nie uważają, że ten drugi ma być bezgrzeszny i doskonały, ale sobie naprawdę ufają. Przyjacielowi można się zwierzyć, jeśli nam tego potrzeba, przekazać obserwacje, poradzić się bez obawy śmieszności. Z przyjaciółmi czujemy się zupełnie bezpieczni. Nie ma w życiu niczego ważniejszego. Przyjaciel to człowiek, na którego możemy liczyć bez względu na wszystko. Przyjaciel nawet nie musi nam wybaczać. Są grzechy czy występki tak okropne, że nawet przyjaźń zepsują. Ale normalne winy jej nie psują. Zepsułyby znajomość, a przyjaźni nie psują. (...)

Cały wywiad do przeczytania >> tutaj  - gorąco zachęcam do lektury!

Właściwie po przytoczeniu tego wywiadu mogłabym zamknąć blog, bo profesor przekazał w pigułce pawie wszystkie moje przekonania na temat przyjaźni :) A jednak zawsze jest coś do dodania. Można rozwinąć wiele wątków i z chęcią to zrobię.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że pan Kołakowski naprawdę doświadczył takiej przyjaźni, o której mówił i którą gloryfikował. Bezwarunkowej, wyrozumiałej, ufającej, pomocnej, krzepiącej, dodającej życiu kolorów. Skąd wiem? Sama doświadczyłam daru przyjaźni i czytając tę wypowiedź miałam wrażenie, że czytam o moich osobistych odczuciach i przeżyciach...! Pełna zgoda w każdym aspekcie.

Jestem przekonana, że żaden laik w tym temacie nie byłby w stanie wyliczyć tylu zalet przyjaźni i jej użyteczności w tak wielu kontekstach. To trochę tak, jak z wyobrażaniem sobie, jak to jest mieć dziecko. Można sobie wyobrazić bardzo wiele, ale jednak nie wszystko. A już na pewno nie bogactwo uczuć, które zrozumieją tylko inni rodzice, a których można doświadczyć dopiero w momencie wejścia w tę rolę.

Osobiście czuję się mocno pokrzepiona, zrozumiana i uspokojona nadzieją, że wartości na które sama postawiłam w życiu mając nieco mniej, niż pan Leszek, lat - nie przeterminują się do końca życia!

A jak jest u Ciebie? Które miejsce w rankingu najważniejszych rzeczy w życiu zajmują przyjaźnie?

Zapraszam do dyskusji w komentarzach!


fot. Pixabay.com

Brak komentarzy :